sobota, 27 maja 2017

Rozdział 6


Ziemia emanowała siłą Lasu Smoka. Kimiko niemal słyszała pulsowanie pod wilgotną skorupą. Burzyło wyobraźnię, malowało wizję sieci korzeni pożerających obumarłe szczątki liści i zwierząt. Płoszyło sen. Pędy roślin kłuły przez wojłok, a resztki fundamentów fangtou wtapiały się w tło zbitej masy drzew. Wiatr niósł trzaski znad szpiczastej zbroi sosen.
Przywódca łowców drzemał wsparty o zmurszałe kamienie, odstępując gościowi względny luksus w postaci miękkiego legowiska. Japonka wykręciła się do niego plecami, przestraszona parą jarzących się punkcików co jakiś czas lustrujących otoczenie. Mimo swoistej wiary w honor tego człowieka rozsądek nieustannie kreślił znak zapytania nad jego obietnicą. Tych kilka godzin spędzonych w lesie zdawało się wyewoluować w parę dni, wręcz tygodni. Jakby od zawsze tkwiła w gęstwinie, na łasce bandytów. Las Smoka zaciskał pętle, pożądał władczyni ognia. Położenie rodziło następne pytania: czym są leśne upiory i jaki kształt przybiera zło czające się między drzewami? Czy da się namacać jego konstrukcję? A jeśli niebezpieczeństwo stwarzane przez Las objawiało się w sposób niedosłowny, polegający na zastawianiu na umysł pułapek przyprawiających o obłęd? Mniszka przyglądała się szczelinie dzielącej mur na pół niewidzącym wzrokiem, doznając obcych wizji – takich, jakich nigdy nie doświadczyła. Zagubieni ludzie, przerażeni ciszą, sami, zdani na kaprysy przyrody. Owładnięci szaleństwem. Darli rękawy bluz, chwytali za szarfy od spodni i wieszali się na gałęziach, byleby wznieść się ponad zniewalającą ich kosmatą kopułę.
Dziewczynę tknęło nowe, nieoczekiwane pragnienie; aby jej zmarły narzeczony znalazł się tu przy niej, położył rękę na ramieniu i wyszeptał zwyczajne „jestem przy tobie”. Chciała opieki, ochrony przed czymś, z czym nie potrafiła walczyć, bo w rzeczywistości nie znała przeciwnika. W umyśle Kimiko tajemniczemu wrogowi mógł stawić czoła ktoś równie anonimowy. Jęknęła w ciepłą wełnianą warstwę przesiąkniętą męskim zapachem. Powietrze gęstniało proporcjonalnie do rozedrgania, doskwierającej samotności wyżerającej wnętrzności mniszki na wzór korników drążących martwy pień. Wtem zobaczyła komara na ramieniu. Wbił się w skórę, wstrzykując swą esencję. W zamian wypompowywał soki życiowe. Dmuchnęła na niego; owad wyjął igłę i odleciał, pozostawiając otwartą rankę z ciemnoczerwoną krwią perlącą się u jej brzegu. Las Smoka zaszeleścił. Rozsierdzone myśli obrały nowy kierunek, żywiły się mocą imaginacji, konkretnie obrazami poczynań cudzoziemki. Ukształtowały rękę należącą do narzeczonego. A on, pozbawiony twarzy i głosu, głaskał ukochaną czule po nogach. Nachyliła mu się do ucha, wystawiła język i polizała jego gładką, słoną od potu skórę. Załomotało Kimiko w piersiach, zrobiło się duszno. Zacisnęła oczy, tamując łzy wzbierające pod powiekami. Jakiś moralny przymus odezwał się w niej, każąc przypomnieć sobie plotki o zhańbionych dziewczynach z wiosek. Nikt jej nigdy nie wytłumaczył, na czym polegało owo zhańbienie, niemniej wiedziała, że dopuszczają się jakichś potwornie bezwstydnych i nieczystych, godnych potępienia, szkalujących imię rodziny rzeczy z chłopcami. Jeszcze kilka lat temu piętnowano im twarze, pozbawiając szacunku i przyszłości. Zawstydziła się, żałując niedawnej pogardy względem Ruling. Dlaczego odsądzała koleżankę od czci, skoro sama z przyjemnością poddawała się teraz czemuś niebezpiecznie i boleśnie zdrożnemu?
– Dzikie kwiaty – wyszeptała bezgłośnie. – Mnisi przyprowadzali do klasztoru dzikie kwiaty…
Echo słów nieznajomego odezwało się gdzieś z tyłu głowy:
„...wyznawcy każdej religii znajdą sobie wytłumaczenie…”.
Przytknęła wargi do miejsca po ukłuciu, gdyż rana zaczęła piec. Zassała krew wraz ze śliną komara, po czym splunęła na ziemię.
„...w odpowiednich proporcjach niewyczerpana esencja żeńska równoważy esencję męską”.
Wyobraźnia tłoczyła w nią kołysanie bioder, przytulanie się. Także chciała się przytulać. Dotykać chłopca inaczej niż zazwyczaj. Zakosztować jądra wiedzy prezentowanej przez herszta łowców smoków. Pomyślała o mrocznej elegancji skrytej w jego sylwetce, o mnichach z mocno zarysowanymi mięśniami oraz twarzami ogorzałymi od słońca, o samej siebie z krótkimi włosami, w ubraniach sprowadzanych z zagranicy.
„Podnieciła się. Zrobiła coś gorszego niż zjedzenie mięsa”
Bracia przestrzegali surowego życia w klasztorze, poza jego murami bezkarnie zrzucając cugle, roszcząc sobie przywileje świeckich. Fung przymykał oczy na ich zachowanie, szykując się do walki z watażkami z północy. Popierał przemoc, liczył na ochronę ze stolicy, na bogactwa mogące uzupełnić skarbiec świątyni. Tylko ona, Kimiko, miała dochowywać wierności obyczajom i morałom, ale w imię czego? Skostniałych tradycji? Poświęcić młodość, zwiędnąć, nim rozkwitła?
„Postuluję, żeby ją zaspokoić”.
Usłyszała łagodny, zdławiony krzyk. Potem chichoty. Głos mężczyzny – należał do Jebaka. Dochodził zza muru, gdzie przebywały kiciusie. Burze targające duchem Japonki ustąpiły, gdy tylko obawy znalazły nowy punkt zaczepienia. Podniosła się lekko na łokciu, zaglądają przez szparę. Wzrok przywykł do księżycowej poświaty wyłaniającej kształty. Parę metrów przed mniszką Dziwka i Jebak przewalali się pod wojłokiem. Dywan płowych włosów wysypywał się spod ciemnego materiału, rozlegało się wyraźne dyszenie jak podczas walki. Kimiko zdębiała. Nie pojmowała, dlaczego łowcy walczą akurat teraz, w nocy, kiedy wszyscy powinni spać. Wbrew niechęci wobec nich przemknął jej pomysł rozdzielenia tej dwójki. Są towarzyszami, nie wypada zatem, by się kłócili. W mig zarzuciła własne problemy na dalszy plan. Przemoc nie rozwiązuje konfliktów, a widać, że kobieta przegrywa i cierpi, ponieważ jej jęki stawały się natarczywe. Nagle ręce z tyłu zasłoniły Japonce oczy, ciągnąc z powrotem na posłanie.
– Czemu nie śpisz?
Gniewny szept wwiercił się w jej mózg, a ciepło oddechu połaskotało policzek.
– Pana towarzysze walczą…
– Oni nie walczą – zaprzeczył szybko, widocznie zirytowany.
Pytanie Kimiko samoistnie wyślizgnęło się z ust:
– To co robią?
– Ruchają się nędzne pchlarze, znowu.
Spąsowiała, po raz kolejny porażona swą oczywistą niewiedzą. Nie rozumiała tylu dziwnych wyrażeń zasłyszanych tej nocy.
– A-ha.
Odwróciła twarz, żeby nie patrzeć na złote ślepia. Mężczyzna zszedł z niej od razu, nie wrócił jednak na poprzednie stanowisko. Rozglądał się, a kiedy natrafił palcami na duży kawałek roztrzaskanej dachówki, zachichotał, przywodząc skojarzenie łobuza schowanego w trzcinie, odganiającego nudę upalnego popołudnia straszeniem kaczek mandarynek. Kimiko wstrzymała oddech, spięła mięśnie pośladków. Leśną ciszę mąciły dźwięki podobne do kwilenia prosiaka. Łowca, ważąc w ręku dachówkę, zakradł się bezszelestnie pod mur i rzucił nią. Kawałek czerwonej gliny gruchnął o ciało, powietrze przeciął krótki wrzask, sapnięcie oraz szloch dokładnie w tej kolejności. Rytmiczne sapanie ustało, zastąpiło je pocieranie dłoni; to przywódca wytrzepał ręce, mrucząc coś pod nosem. Przysunął się do Japonki, kręcąc głową z rezerwą.
– Nie uszanują władcy.
Kimiko instynktownie uznała za słuszne przytaknąć mu. Przymknęła oczy, rozkładając na czynniki pierwsze słowo: r u c h a ć. Brzmiało bardzo ostro niczym smagnięcie batem, w ustach „pchlarzy” przypuszczalnie nosiłoby ślad czegoś wulgarnego, ale on wypowiedział je bez jakiegokolwiek zabarwienia. Ot, słowo. Ruchać. Pchlarze się ruchają. Przewalają pod kocem, dyszą, naśladując walkę. Czy Kimiko kiedyś się ruchała? Walczyła, ale nie ruszała się wraz z kimś innym pod przykryciem, w mrokach nocy, w sekrecie przed obcymi.
„Tata ostrzegał przed spaniem obok chłopców, czy to ruchanie było przyczyną?”
Kimiko dopiero teraz zbliżyła się do prawdy o dziwnym zakazie. Cudzoziemce, córce barbarzyńskich ziem, rodzice nie wpoili tak oczywistych prawd, przez co cierpiała pod wojłokiem. Japonka poczuła względem niej litość. Wiedziała już, czemu zachowywała się jak narwana prostaczka – nie znała zasad istot rozumnych. Przywódca łowców smoków odcinał się od nich wyraźnie. Widziała go jako uosobienie ogłady i strażnika moralności. Wówczas uświadomiła sobie, że przecież oboje, ona i on, znajdują się w identycznej sytuacji co tamci za murem. Czy też zaczną się ruchać? Kimiko oblało ciepło, a przy tym trzęsła się cała. Powróciła wizja narzeczonego bez twarzy, pieszczot ucha i języka, rozkołysanych bioder, a także setek rąk dotykających jej obolałego ciała.
– Perełko, nie możesz zasnąć?
Otworzyła szeroko oczy. Twarz zawieszona nad nią przesłaniała pękatą czaszę księżyca. Zimne palce chłodziły rozgorączkowane czoło i policzki. Ciężar wgniatający w ziemię budził cudaczną przyjemność – koił, a równocześnie zadawał nieopisaną torturę, jakby cała istota Japonki liczyła na coś więcej.
– Tak mi przykro, nie jesteś jeszcze zamężna, musisz stłumić pragnienia – roześmiał się. – Ale obiecuję, noc po ślubie odejmie ci wszelkie dolegliwości.
Serce dziewczyny zakołatało mocniej. Pociągnęła parę razy nosem, wszczynając protest przeciw własnej bezradności, głupocie. Nie zdarzyło się wcześniej, by nie pojmowała tak wielu rzeczy naraz. W swoich oczach widziała siebie jako idiotkę, którą wodzi się za nos. O czym ci ludzie mówili?
– Opowiedzieć ci bajkę na dobranoc? – Usłyszała go. Kpił z niej. – Wszystkie perełki lubią bajki o miłości.
– Doprawdy? – wyrzuciła, łkając przy tym.
– O tym przecież marzycie, tym żyjecie, tym karmicie. Snami o miłości. Bez niej nie istniejecie. Bez mężów i synów. W waszych umysłach brak miejsca na cokolwiek innego.
Kimiko zachłysnęła się powietrzem. Rozbolałą ją głowa. Złote ślepia zionęły ewidentnym pragnieniem – przyglądały się jej oczom.
– Czy pan się ze mnie wyśmiewa?
– Zgadłaś, robię ci zawoalowane przytyki.
Osuszyła policzki brzegiem rękawa, a choć wciąż się trzęsła, sytuacja nie przedstawiała się już tak beznadziejnie, jakby ktoś przebił balon ze skumulowaną frustracją, a ona wypłynęła wraz z pierwszą falą łez.
– Nie ze mną takie numery.
Jej odwaga brała się z przekonania, że i tak żywa z lasu nie wyjdzie. W gruncie rzeczy zobojętniała.
– Wobec czego, o czym marzysz? – spytał, nie schodząc z dokuczliwego tonu.
– Z całym szacunkiem, ale nie muszę panu odpowiadać.
Odsunęła się od niego teatralnie, udając, że chce zasnąć. W rzeczywistości, mimo zewnętrznych pozorów, w środku drgała z niepokoju, złości do swojej ignorancji, wreszcie – bała się powrotu łakomych dotyku rąk. Albo inaczej, to ona pożądała dotyku. Podrapała się po nodze z nieuzasadnionym apetytem ponownego ujrzenia języka liżącego ucho.
– Głupia dziwka, wiedziałem, zgorszyliśmy cię – westchnął, wcale nie okazując powagi. – Biedna perełko, a ile masz lat?
Kimiko zwęziła usta w prostą linię. Czemu odzywał się do niej tak protekcjonalnie?
– A na ile wyglądam? – nagabnęła bezczelnym głosem, wycierając ostatnią, zagubioną, wypływającą z kącika oczu łzę.
– No, nie wiem, dziesięć może.
Żyłka zapulsowała na czole Japonki. Przekonanie, że ten człowiek się z niej paskudnie nabija, uderzyło ze zdwojoną siłą. Jednak nie był taki elegancki, jak sądziła.
– Pan jednak ze mnie kpi – skwitowała lodowato.
Parsknął. Leżąc wykręconą do niego plecami, wyładowywała frustracje na źdźble trawy, gniotąc je w palcach.
– Akurat w tej sprawie nie śmiem, bo jesteś niedożywiona. Czy twoi mistrzowie zdają sobie sprawę z twojego stanu zdrowia? Założę się nawet, że zatrzymała się w tobie krew.
Spojrzała na niego przez ramię ze zdumieniem w oczach.
– Krew?
Lisi uśmiech tamtego pogłębił się.
– Więc ile masz lat?
– Szesnaście – rzekła, tracąc ochotę na zaczepki.
On nie przjawiał zamiaru przerywania zabawy.
– Jaka stara! – krzyknął, by zaraz przekrzywić głowę. – I co, wciąż nie wyszłaś za mąż?
– Hm, tylko niekochane córki, których rodzice szybko się pozbywają, wychodzą za mąż tak szybko – obruszyła się. – Ja natomiast do dwudziestych urodzin mogę się uczyć. – Wolała nie wspominać, że plany uległy zmianie i jej nauka potrwa aż do śmierci.
– Rzeczywiście, szczytem miłości wobec dziecka jest oddanie go na wychowanie staremu klasztorowi gdzieś na końcu świata.
– Ano tak! Ile dziewcząt dostaje szansę szkolić się na Smoka Ognia?
Wyszczerzył zęby, odchylając się na łokciach. Oboje zapomnieli o śnie.
– Jeszcze nie przeprowadziłem badań statystycznych w tej niewątpliwie interesującej materii, ale gdy tak się stanie, powiadomię cię o wynikach.
– Pan ciągle żartuje.
– Naprawdę uważasz, że każdy tylko czeka, aby sobie z ciebie zakpić?
– Nie wiem, ale ponoć lubi pan żarty, bo często się nudzi.
Nie spodziewała się aż tak wyraźnej reakcji, ponieważ wesołość spełzła z twarzy mężczyzny; ostała zaś gorzka mieszanka nostalgii i złośliwości w najczystszej postaci
– Trudno się nie nudzić, kiedy widziało się i uczestniczyło we wszystkim, co ludzie wszelkich ras i kultur uważają za warte przeżycia.
Brwi dziewczyny zawiązały się w niemal węzeł. Próbowała ocenić wiek przywódcy, dochodząc do wniosku, że musi sobie liczyć najwyżej dwadzieścia parę lat. Wygięła usta w podkówkę. Rozmówca puścił do niej oczko. Zarumieniła się.
– Nie zrewanżujesz się pytaniem o mój wiek? – zamruczał.
Wzruszyła ramionami.
– Dobrze… ile ma pan lat?
– Nie zgadniesz.
– Dwadzieścia cztery? – Rozłożyła ręce w rezygnacji.
– Nie, tysiąc czterysta, ale cii… nie mów nikomu – zniżył głos do szeptu.
W normalnej sytuacji takiego dowcipnisia należałoby trzepnąć w ramię, by przywołać do porządku, ale złote oczy i spiczaste uszy przydawały wiarygodności słowom herszta.
– N-naprawdę? – wydusiła – Zgrywa się pan...
– Przyłapałaś mnie – wyznał pojednawczo. – Tak naprawdę tysiąc czterysta dwadzieścia siedem. Nie mogę się doczekać XXI wieku, wtedy stuknie mi okrąglutkie tysiąc pięćset.
W umyśle Kimiko wybrzmiały dawne życzenia składane cesarskiej parze przez poddanych: dziesięć tysięcy żyć po dziesięć tysięcy lat dla cesarza, tysiąc żyć po tysiąc lat dla cesarzowej. Las Smoka zawirował, postradał zmysły Japonki. Dobiegło ją pohukiwanie sowy gdzieś na dalekim drzewie.
– Dobrze się czujesz? – zaśmiał się łowca. – A wyobrażasz sobie, że Jebak, Dziwka i inne kotki to naprawdę lwy oraz tygrysy? Jak nie wierzysz, każę im się przemienić i...
– Nie…! – pisnęła. – Ja… powinnam pójść spać.
– Tak, też jestem zmęczony – stwierdził. – Choć muszę przyznać, liczyłem na pogawędkę. Rozumiesz, nie często spotykam smoków żywiołów, zwłaszcza tak miłych.
Kimiko już nie stać było na rumieńce, ledwo trawiła usłyszane rewelacje. Legła na posłanie, przytykając kciuk do ust. Herszt bandy nachylił się nad nią. Otoczył szczupły nadgarstek palcami, zwracając jej dłoń ku górze.
– Czy pokażesz mi swój ogień?
Spełniła życzenie, przywołując malutki płomyczek. Tlił się, rozpraszając księżycowy półmrok. Mężczyzna pokiwał głową z uznaniem.
– Dzieci z Zachodu zyskały smocze dary? – wyszeptał.
Potwierdziła powolnym skinięciem.
– Niesamowite – powiedział bardziej do siebie. – Mój świat faktycznie zdominowali cudzoziemcy.
Promień światła zmalał, aż skurczył się i znikł w kilku trzaskających iskrach. Kimiko uśmiechnęła się przepraszająco.
– Nauczysz się – zapewnił, jakby wygłaszał najoczywistszą rzecz pod słońcem. – Parę godzin temu napędziłaś kiciusiom niezłego stracha.
Odpowiedziała mu miną pozbawioną przekonania. Łowca położył się przy niej. Kimiko nie martwiła się, o dziwo. Wpatrywała się w złote oczy, myśląc o Królu Smoków.
„Czyżby on…?”
Serce przyspieszyło.
– Jak sądzisz, dlaczego Las cię tu zwabił? – zagadnął.
Potarła powieki grzbietem ręki.
– Szukałam… przyjaciela.
Rozbawienie odmalowało mu się na twarzy.
– W lesie?
– Proszę się nie śmiać, to nie ja włóczę się po nocach z bandą nieokrzesań… znaczy się…
– Nic nie szkodzi – odparł, machnąwszy tak, jakby odganiał muchę. – Nazywaj ich tak. Kiciusie są narzędziami, którymi władca przebija sobie drogę do zwycięstwa.
– Przeciw komu pan walczy?
Zmrużył oczy w wąskie szparki, uśmiechając się tajemniczo.
– W klasztorze doskwiera ci samotność – zauważył, wracając do poprzedniego tematu. – Brak ci towarzystwa dziewczyn w twoim wieku.
Kimiko, stojącą w obliczu zbliżających się konfliktów, szczerze zainteresowała kwestia stosunku tego człowieka do przemocy legalizowanej przez rząd w Pekinie, niemniej jako że ktoś pierwszy raz wreszcie zwrócił uwagę na jej problemy, nie potrafiła się powstrzymać, by zbyć łowcę milczeniem lub wymijającą wypowiedzią, toteż zdecydowała się na zwierzenia:
– Kocham moich przyjaciół, ale często mam wrażenie, że nie rozumieją mnie, bo ja jestem dziewczyną, a oni chłopcami i ich role w klasztorze i społeczeństwie zawsze będą nas dzielić. Czy to moje fanaberie?
Wzruszył ramionami, nie odrywając od niej wzroku.
– Dorastają, ty zresztą też. Coraz więcej różnic was od siebie oddali.
– Ale stanowimy drużynę Smoków – zaprzeczyła, nie dowierzając miażdżącej wizji przyszłości. – Zawsze razem…
– Czyżby? – Powrót ironicznego tonu. – Zapamiętaj sobie: nigdy nie przejdziesz życia w asyście tych samych ludzi. Przyjaciele się tobą znudzą i odejdą, mąż się tobą znudzi i sprowadzi sobie kochankę, teściowie się tobą znudzą i oddadzą do burdelu, dzieci się tobą znudzą i zamkną w wewnętrznym dziedzińcu, żebyś sczezła. Jedyną osobą, na jaką powinnaś zawsze liczyć, jesteś ty.
– Nie znasz nas – broniła się łamiącym się głosem, darując sobie uprzejme zwroty. Gdyby jakakolwiek z wizji obcego się ziściła, zgniłaby ze zgryzoty.
– Nie, ale znam mechanizmy rządzące ludźmi.
Struny głosowe Kimiko nie dały rady wydobyć nic więcej. Patrzyła na łowcę z szeroko otwartymi oczyma. On zaś poklepał ją po policzku, rozjaśniając swe oblicze.
– Opowiadano ci kiedyś o strażniku świątynnym smoku Dojo?
Zamrugała, wciąż nie potrafiąc wyartykułować żadnego dźwięku, lecz buzię skurczył grymas zaciekawienia.
– On też lubił się zapuszczać w niebezpieczne miejsca, sprawdzając, czy skarby świątynne są bezpieczne – podjął. – Co się z nim stało, spytasz. Cóż, czy zjadł go Las, czy zabiły zamorskie diabły, nikt nie wie. Dlatego moja rada brzmi: nie przystawaj ze zbyt wielkim zainteresowaniem ani z jednym, ani z drugim, póki ich lepiej nie poznasz.
Posłała mu podejrzliwe spojrzenie, dało się z niego wyczytać: „a to nie ty go zjadłeś?” Zachichotał, po czym ujął podbródek wojowniczki. Zbliżył się do niej tak, że słyszał świst wydobywający się z ust Japonki; wypełniły się i zwilgotniały.
– Stoimy nad przepaścią – wyszeptał. – Zalewają nas hordy barbarzyńców, burząc ustalone porządki w kraju, mieszając w głowach zabobonnym, prostym ludziom. Zmiany nie są złe, jeśli przebiegają powoli, stopniowo oraz z rozsądkiem. Im bardziej cudzoziemcy ingerują w stare zwyczaje, tym spotykają się z silniejszym oporem wierzących w duchy i smoki. – Wyprostował kark, przenosząc rzewny wzrok na zbitą masę drzew. – Dawniej świat wyglądał inaczej. Nie poznałaś jego magii. To, co umiesz przywołać w dłoniach, to nikły ułamek w porównaniu do czarów, jakie roztaczał setki lat temu. Czas płynął wolniej, egzystencję wypełniała cisza. Niebo rozciągało się tylko nad moim krajem, smoki wyłaniały się z każdej rzeki, duchy płynęły wśród drzew w takt śmiechu natury.
W Kimiko obudziła się nagła i niepohamowana ochota dotknięcia skóry łowcy, aby zbadać jej fakturę, twardość, temperaturę. Odchrząknęła, odzyskując moc w krtani.
– Czy to z nimi walczysz? – zagadnęła. – Z cudzoziemcami?
„Takimi jak ja?”, dodała w myślach.
Nie odpowiedział jednoznacznie, ograniczając się do snucia wspomnień napiętnowanych przygnębieniem:
– Cisza ginie w krzyku maszyn. Widziałem siedliska białych ludzi: żelazne, betonowe, szklane wieżowce przesłaniają gwiazdy. A teraz na wybrzeżu przebudowuje się miasta, aby pasowały do mody i wygód dyktowanych przez Zachód. Szanghaj, Tianjin i Hangzhou były niegdyś pięknymi miastami, dziś małpują obce wzorce. Przypominają brudną mozaikę, zlepek domów zbudowanych w stylu angielskiej królowej. Jak grzyby po deszczu wyrosły francuskie mansardy, z cerkiew i kościołów co godzinę słyszysz bicie dzwonów, ulice zdominowały zagraniczne pojazdy. Czasem wydaje mi się, że tylko tu, w tej właśnie dziczy, zawieram kontakt z duchem mojego kraju, mściwym i żądnym krwi. Ty go jednak nie usłyszysz, dobrym ludziom nie tak łatwo usłyszeć szept Lasu Smoka – podsumował z goryczą.
Zmarszczyła brwi.
– Mówi pan, jakby był zły. Źli ludzie nie ubieraliby podobnych obserwacji w tak czułe słowa.

– Na świecie roi się od czubków.
Przewróciła oczami, wzdychając teatralnie.
„Żartowniś za pół jena”.
– A ja uważam, że jest pan mądry. Wrażliwość też przez pana przemawia. Wrażliwość to cecha dobrych ludzi.
– Zdziwiłabyś się, bo najwięcej zła rodzi się z empatii – żachnął się, schodząc z niej. – O wiele bardziej cenię sobie logikę. Sądzisz, że przemawia przeze mnie dobro? A ja ci powiem, że nadejdzie dzień, w którym sięgnę po władzę większą niż rewolucjoniści, watażkowie z północy, komuniści czy nawet obce państwa. – Blask złotych ślepi osłabł, rysy łowcy stwardniały, nadając mu zwierzęcego wyglądu. – Zniewolę ich wszystkich.
Kimiko przeszedł dreszcz. Nie uszło to uwadze mężczyzny. Posłał jej ostatni, szyderczy uśmieszek, wygodnie rozłożył obok i odwrócił głowę w kierunku Lasu Smoka.
– Dobranoc, perełko.
Powieki opadły przygniecione ciężarem zmęczenia; zapadła w płytki sen ogołocony z marzeń.

***

Do rzeczywistości przywołało ją potrząsanie za ramiona przy akompaniamencie przenikliwego szeptu. Nogi przemarzły od nocnej wilgoci, stąd – wstając – przeklinała duchy jesiennego chłodu. Przesiewała bełkot atakujący na wpółprzytomny mózg, próbując zrozumieć, gdzie się znajduje i dlaczego cierpnie jej skóra na plecach?
– Co? – wychrypiała.
– Twoi koledzy są w drodze do klasztoru, ruszaj się!
Słowo „klasztor” podziałało jak wiadro wody. Kimiko otrzepała się, tknięta wydarzeniami zeszłej nocy. Malowidła na płótnie pamięci nie zdążyły wyschnąć, a już biegła przez Las Smoka ciągnięta za rękę przez przywódcę łowców. Małe gałązki smagały po twarzy, zaczepiały się o ubranie, a liście i igły wplątywały się w skołtunione włosy. Puszcza rozścieliła się szmaragdową zielenią, przecinaną tu i ówdzie wąskim pasem szarego światła. Kimiko nie kojarzyła, aby droga do serca lasu wiodła przez tak grube chaszcze. Odświeżona mglistym powietrzem ogarniała coraz więcej szczegółów z minionej nocy. Ganiła się na myśl o własnej głupocie.
Mężczyzna przystanął pod wystrzelonymi w niebo, rozłożystymi jodłami. Prezentował się nienagannie w swym arystokratycznym stroju. Japonce dopiero teraz udało się określić barwy szat: ciemnogranatowe z czarnymi detalami i srebrnym smokiem wijącym się na plecach oraz piersi.
– Zgodnie z obietnicą – zaczął tonem, jakim ludzie zwykle się żegnają – twój d o m.
Zdawała sobie sprawę, jak żałośnie przy nim wygląda. I, o dziwo, choć w duszy skakała ze szczęścia na widok dachówek świątyni wydzierających ze szpalerów szczupłych pni, tak krępowała się, patrząc na podniszczoną, brudną koszulę nocną i oblepione błotem pantofelki. Nie podnosząc oczu, pociągnęła zakatarzonym nosem.
– Dziękuję.
Ze spuszczoną głową przeszła obok niego, chrzęszcząc igliwiem pod stopami. Umysł przeszyło zaskakujące dla niej w tym momencie pytanie: czy mięso smoka pozostaje wolne od buddyjskiego kręgu narodzin i śmierci?
– Czekaj, chcesz już pójść? – Zatrzymał ją, chwytając za połę habitu.
– Chyba tak – odparła niemal bezgłośnie.
Za dnia różnica między otoczeniem a gadzimi ślepiami herszta wyraźnie się zatarła. Zmysł słuchu zarejestrował stukanie i pohukiwanie, a mimo to świadomość Kimiko obijała się po drzewach tego lasu jak po ścianach. Była w rozsypce.
– Chodź no tu. – Złapał ją pod pachy i posadził na kupce głazów tak, żeby ich twarze zrównały się w poziomie. Mrugnął dwukrotnie, a następnie się zamyślił.
– Dostrzegłem wczoraj twój niecodzienny kolor oczu, taki jak u barbarzyńców – rzekł. – Lecz dopiero teraz widzę ich odcień w pełnej krasie. Są jasnoniebieskie.
– A pana złote.
Celna uwaga wypowiedziana w tak zobojętniały, bezpośredni sposób rozbawiła go. Milcząc, przybliżył się do niej, dokumentnie lustrując buzię, szyję, a także zarys figury. Kimiko poczuła na piersi ciężar.
„On mnie ocenia”, przemknęło jej. „Po co?”
Wziął kosmyk włosów Smoka Ognia, przyjrzał się ich końcówkom, zwęził powieki aż do szparek, po czym złapał za dłonie, przyjrzał się im z różnych stron. Chwycił za stopy wojowniczki, ze skupioną miną badając ich kształt palcami, tyle że uważniej niż wieczorem, kiedy po zapachu odkrył obecność małego intruza. Przesunął rękami wzdłuż łydek, zakotwiczył je za kolanami mniszki, bo, tak jak poprzednio, odruchowo przytrzymała go, sprzeciwiając się podobnym „wędrówkom”. Dygotała przy tym, jak na niewinną, porządną pannę przystało, że aż łowca cofnął się z uznania wobec zalewającej go słodyczy. Dalej chwycił za policzki Smoka Ognia, raz po raz obracając jej głową. Kiedy nasycił się widokiem profili twarzy, wsunął kciuki za płatki uszu, przesuwając po nich drobnymi, kolistymi ruchami. Mruknął do siebie, z aprobatą przytakując. Kimiko nie rozumiała, dlaczego pozwala mu na podobne oględziny?
„Dlatego, że jest mężczyzną? Że zawdzięczam mu przetrwanie? Że mnie nie skrzywdzi, bo ma honor? Że podoba mi się…”
...jego dotyk, dokończył cichy głos schowany gdzieś z tyłu.
„Że” mnożyły się w miarę, jak łowca błądził po niej palcami, zostawiając po sobie ślad w postaci zabawnego wrażenia; jakby obsiał ją oddział mrówek. Kimiko bezwiednie zachichotała. Niemal położyła się ze śmiechu, gdy tylko mężczyzna poprosił, żeby otworzyła buzię, gdyż chciałby się przyjrzeć jej ząbkom. Po skończonej kontroli bezceremonialnie sczepił swe czoło z jej. Wesołość dziewczyny urwała się, jakby ktoś przeciął sznurek. Na talii zamknęła się obręcz splecionych dłoni. Wojowniczce pozostało tylko nieregularne, zbyt ciche czerpanie powietrza.
– Jak ci na imię, smoku? – wyszeptały usta tuż obok ust.
Nie widziała powodów, by nie udzielać odpowiedzi lub kłamać. Obudziła się w niej ochota zdradzenia mu swego imienia, a nawet przedstawienia dotychczasowego życiorysu. Ochota zachowania absolutnej szczerości. Ochota polizania za uszami.
– Kimiko Tohomiko, panie.
Przywódca wybuchał satysfakcją jak wulkan lawą – nagle i gwałtownie.
– Nie zrewanżujesz się pytaniem o moje imię, pani?
Teraz to usta Japonki wygięły się ku górze, odsłaniając zęby. Serce płonęło żywym zainteresowaniem, kompletnie zafascynowane osobą łowcy smoków.
...złowił mnie, złowił mnie, złowił mnie, powtarzało coś wewnątrz niej w rytmie dziecięcej piosenki.
Wzruszyła ramionami, podejmują grę.
– Dobrze, jak ma pan na imię?
– A zgadnij – droczył się.
Westchnęła, wznosząc oczy ku niebu. Już przed zaśnięciem przyszedł ten pomysł, ale dopiero teraz nabrała wystarczającej odwagi:
– No, nie wiem, może Król Smoków?
Zaniósł się śmiechem, płosząc chyba każdą żywą duszę w promieniu pięciu kilometrów.
– Mam na imię Chase Young – wypowiedział wreszcie z aż nadto słyszalnym wyzwaniem. – I wiedz, że zabraniam ci komukolwiek wspominać o moim istnieniu.
Groźba ostudziła dziewczynę, która już wyobrażała sobie najróżniejsze scenariusze pod tymi jodłami, przy czym lizanie języka oraz włosy rozrzucone na mokrej trawie zdecydowanie przodowały. Co poza lizaniem ucha i rozrzuceniem włosów mogliby tu jeszcze robić?
– Każdy potrzebuje przyjaciół, zgodzisz się? – wypalił.
Przytaknęła mu, nie dostrzegając powodów, by polemizować.
– Jak spędzasz czas ze swoimi kolegami?
– Trenujemy, rozmawiamy, bawimy się…
– Gdzie się bawicie? – przerwał jej.
– W Lesie Zielonych Dzwonków na przykład…
– Jak to robicie?
– Pływamy albo wspinamy się na drzewa, i…
– Nago?
– Słucham?
– Czy pływasz nago? – powtórzył.
Kimiko zaś autentycznie oburzyła się jego pytaniem. Położyła ręce na biodrach i ryknęła:
– Oczywiście, że nie, mnie nie wolno…
– A ze mną też popływasz?
– Słucham?
– Będziesz się ze mną bawić? Tu, w Lesie Smoka?
Propozycja oszołomiła ją. Potrzebowała kilku sekund, aby dojść do siebie.
– Czemu miałabym się bawić z panem?
– Bo przecież każdy potrzebuje przyjaciół – odparł niewinnie. – Ja nie mam żadnych, wyobraź sobie.
– Naprawdę? – Przełknęła głośno ślinę. – A Jebak, a Dziwka, a…?
– Mówiłem ci, oni są narzędziami. Koteczkami. Nie powinni się ze mną przyjaźnić – wytłumaczył cierpliwie.
– Ale i tak nie rozumiem, dlaczego to ja...?
– Jesteś wzorową mniszką, prawda?
– Tak sądzę, chociaż...
– Zatem czemu nie chcesz mi pomóc? – Ponownie przybliżył ich twarze do siebie. – To twój obowiązek, ulżyć w cierpieniach innych. Zresztą samotność i wyobcowanie kazało ci wejść w nocy do Lasu Smoka w poszukiwaniu przyjaciela, więc oto jestem.
Rozwarła wargi, zatrzymując odpowiedź w pół słowie. Mimo braku wyraźnej zgody lub sprzeciwu Japonka czuła, iż mężczyzna wyręczył ją w odpowiedzi. On już postanowił.
– W pierwszym dniu po twoim poście przyjdź tutaj, moja przyjaciółko. – Pogłaskał ją po policzku. – Na godzinę przed tym, nim z rana uderzą w gongi, przyjdź tu do mnie, abyśmy się mogli bawić.
– A w co będziemy się bawić? – wyjąkała, nieprzygotowana na odpowiedź.
Eksplorował umysł dziewczyny, dziurawiąc ją wzrokiem. Cienie drzew wydoby satysfakcję igrającą mu w oczach i na uśmiechu.
– Chcę ci opowiadać bajki – odparł enigmatycznie.
Postawił mniszkę z powrotem na trawie, a następnie uczynił kilka kroków wstecz.
– Pamiętaj, nie wolno ci nikomu o mnie powiedzieć – ostrzegł. – Do widzenia.
Pokłonił się delikatnie i zniknął w gęstwinie.

***

Wciąż uchylone okno w pokoju czekało na powrót Smoka Ognia. Kimiko, wdrapując się po pnączach i bruzdach w wiekowym murze, nasłuchiwała. Żadnych szeptów, chichotów, żartów potwierdzających, iż mnisi wrócili z festiwalu Święta Środka Jesieni. Słońce zawisło na krwędzi bladobłękitnego zarysu szczytów oblepionych śniegiem.
Przygotowane do snu łóżko emanowało przykrą pustką.
„Spędziłam noc poza domem… spędziłam ją w Lesie Smoka, przy obcych”, ubrany w słowa, jasny i klarowny fakt odbijał się pod czaszką, powodując ból. „Przy o b c y m…”
Dotknęła lekko zimnego jedwabiu. Wzdrygnęła się.
Mam na imię Chase Young.
Powoli, dokładając niezwykłej staranności, wyczesała palcami nocne pamiątki. Liście posypały się na podłogę. Weszła do sąsiedniej izby – na tafli wiaderka wypełnionego do połowy wodą unosił się martwy komar. Wzruszyła ramionami, przyjmując, że tak chciało przeznaczenie. Zamąciła chłodną wodę i obmyła twarz. Nabrała raz jeszcze, pocierając szyję. Ochlapała sobie kołnierz koszuli, zauważyła to, a mimo wszystko zastanawiała się, czy ostatnie wydarzenia zaistniały naprawdę, czy też śni na jawie?
„Później się to ustali. Teraz przygotuję się na powrót przyjaciół...”
Rozpięła guzik z tyłu habitu, pozwalając, by opadł na podłogę. Zanurzyła ramiona w wiadrze, ciesząc się z cucących dreszczy obsiewających skórę. Potrzebowała zimnej wody, czegoś budzącego, odpowiedzi, odpoczynku, ciszy. Lasu Smoka. Chwyciła za mydło, a wtem wzrok nieopatrznie ześlizgnął się poniżej linii obojczyków. Dziewczyna otwarła w zdumieniu usta. Zwykle omijała spojrzeniem te części ciała, ale tym razem nie potrafiła na nie nie patrzeć. Na klatkę piersiową i brzuch. Machinalnie otuliła się ramionami, szukając świeżych ran i siniaków. Nie znalazła niczego, czego należałoby się spodziewać, ponieważ skóra nie nosiła znamion hartowania. Zamiast nich pojawiło się na ciele coś innego. Pośliniła kciuk, aby natrzeć na – jak sądziła – brud tuż nad prawą kością biodrową. Zmarszczyła brwi, gdyż plama uparcie nie schodziła. Skóra w tym miejscu zaróżowiła się i zapiekła, lecz czarny cień nie schodził. Włosy na karku zjeżyły się. Czyżby coś ją pokąsało? Wyniosła z Lasu dziwną chorobę?
„Zło?”
Na papierowej, białej skórze plama przybierała kształt perfekcyjnego owalu z ostro spłaszczonym na wierzchołkach mniejszym owalem wrysowanym pionowo w środek większego. Całość rodziła złudzenie gadziego ślepia przyglądającego się kpiarsko oniemiałej mniszce. Zdrętwiał jej język, a do kącików ust napłynęła gęsta ślina. Głos Chase’a Younga rozbrzmiał w każdej komórce ciała.
Będziesz się ze mną bawić? Tu, w Lesie Smoka?

21 komentarzy:

  1. Jak dotad najfajniejszy rozdział. :x
    Skomciak więcej jak skończę robić koncepty! Xd
    Weeenyy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bo pomyślę, że poprzednie Ci się nie podobały! xd

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. To okropne, że oni grzmocili się nieopodal Kimi. No naprawde, dzikusy i bezwstydnicy! xd A Kimi... Kimi tak bardzo nie ogarnia, co się dzieje... Dzidzia. xd Zastanawia mnie, jak Chase na to wszystko patrzy. Na tę jej niewinność i totalną niewiedzę. Oby nie jak na córkę, bo trochę tak wiało mi przez moment.xD Ależ będzie musiał ją wprowadzać w bardzo wiele rzeczy. :x Tylko co ta Kimi zaczeła się tak nagle podniecać? I jeszcze se wyobrażała ruchy...xD Kimi!!! No co ty... Instynk bierze cię w obroty. xd Jak weźmie mocniej to przy następnym spotkaniu majtki ściągniesz.
      Ej sis, polecam Ci film "Błękitna Laguna". Oglądałaś? Tam była dość podobna sytuacja. Dwójka dzieciaków była totalnie nieobeznana ze swiatem seksów i jakoś tak instynktownie zaczęli ze soba współżyć, po tym jak utknęli na bezludnej wyspie.xd
      Wgl wzruszyła mnie mowa Chase'a o barbarzyńcach. I trzymam kciuki, ze kiedyś posiądzie cały swiat. Serio, kibicuje mu. xd
      No, to z pana stał się przyjacielem? xd Mnie to uraczyła wizja zabaw. Serio Nie wiem, co będą robić. Czy się ganiać, czy bawić w chowanego, czy pływać, czy co? A, i Kimi... serio lepiej ani mru, mru o tym, że spotkałaś Chase'a! Choć czuje, że się kiedyś wygada i pewnie w najmniej chcianym momencie. xd Jeszcze ją zamkną i to akurat w dniu,w którym umówi się z Chase'em na pierwsze, nieświadome bzykanko, które on jej zapowie niewtajemniczającą odpowiednio nazwą "rytuał wprowadzenia". xd
      No. To jak mówiłam, ten rozdział był najfajniejszy. Inne też były spoko. xd Ale ten najlepszy. I fajnyy miałaś styl. Jakiś taki inniejszy i fajniejszy. Kupuję. :x

      Usuń
  2. Ulala jaki dżentelmen, Kimiko mogła sobie postać wygodnie. Ulala.
    Niesamowicie rozczula mnie jej niewinność. Oczywiście rozumiem, rozumiem. Ale i tak. Jest niewinna jak wiosenny kwiatek na łące jeszcze nieobsrany. Rozczulające niesamowicie. No aż się gęba sama śmieje. Uhahałam się. XD

    Czekam na zabaw... znaczy się na kolejny rozdział. Oczywiście.

    Dodałam cię to swoich czytanych :D i tak nikt tam nie zagląda, więc czytelników ci nie sprowadzę raczej, ale dodałam. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jebłam ze śmiechu przy porównaniu do kwiatka nieobsranego! xD
      Postaram się, żebyś długo nie czekała. :D

      A ja przymierzam się do przeczytania Twojego bloga, po 31 maja powinnam mieć już odwilż w obowiązkach. Chyba xd

      Usuń
    2. Zapomniałam, oczywiście! Jebak i Dziwka - idealnie pasuje do tego czym się po zmroku ambitnie zajmują.

      Życzę ogarnięcia obowiązków. Zaprosilabym ładnie do siebie, ale że to tylko radosna grafomania to serdecznie podziękuję za zainteresowanie. I mam nadzieję, że twój mózg nie uszkodzi się po tym na amen.

      Usuń
    3. Tak, Jebak i Dziwka, dobrana parka! xD

      Oj, niczym się nie przejmuj. Mnie się nie da nic uszkodzić. To bardziej ja mogę skrzywdzić Twój. Ponoć jestem w tym dobra, mam praktykę. :-:

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. No ten. To życzę weny.

      Ja nie mam mózgu. Ja mam ser.

      Usuń
    6. Nawzajem! :D

      Spoko, ja mam obwarzanka.

      Usuń
  3. NARESZCIE! Szkoda, że tak późno zauważyłam :D Po recenzji stałam się fanką :D Jutro w pociągu będę rano tak bardzo czytać, och!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz zdarza mi się, że recenzent zostaje czytelnikiem! <3
      Życzę milusiej lektury, a na przyszłość polecam obserwację, bo częstotliwość publikacji u mnie bywa nieraz bardzo rozchwiana. ;D
      PS: tak z ciekawości, czy znasz kanon, do którego piszę tego fika? ;D

      Usuń
    2. Nie, ale i tak strasznie mi się podoba :D

      Usuń
    3. Dziękuję za odpowiedź, bo czasem się zastanawiam, czy faktycznie piszę dla wszystkich, czy jednak moje blogi są w stanie zainteresować wyłącznie fanów fandomu. xd

      Usuń
    4. Na prawdę uwielbiam, jak coś opowiadasz! Jesteś złym człowiekiem, że rozdziały się kończą. No po prostu jest to bezczelne. Dopiero dziś znalazłam chwilę na napisanie komentarza, bo takie coś nie przejdzie bez nagany!
      Jak masz sumienie publikować w takich odstępach czasu? Opowiadaj mi bajki, czekam :D

      I tak, zaraziłam się przy ocenianiu, szczerze powiedziawszy pewnie nie zaczęłabym czytać, gdyż nie miałam styczności ani z FF ani z Chinami xD

      KOCHAM TO OPOWIADANIE.

      Usuń
    5. I jak tu się nie szczerzyć do ekranu? xD

      Niestety nie mam wpływu na tortury czekania, jakie zadaję. Serio... xD

      Usuń
    6. Ogólnie też próbuję sobie coś pisać, ale szczerze, to chyba nie mam polotu ;) jak chcesz możesz zerknąć: mrok-weiry.blogspot.com :D

      I tak będę codziennie wchodzić, profilaktycznie.

      Usuń
  4. Przeczytałam wczoraj, ale dopiero dziś znalazłam czas na pozostawienie komentarza. Nie wiem czy dobrze rozumiem treść, kultura japońska i chińska, ich tradycje, przeszłość są mi niemal zupełnie obce.
    Wytłumacz mi czemu ona ma w sobie smoka ognia? Jest tym smokiem ognia? Jeśli nim jest czemu łowcy smoków ją nie zabili?
    No i smoki, niby takie groźne, takie czczone, a się same nie umieją obronić przed takimi niedorajdami jak Jebak i Dziwka? Co je aż tak osłabiło, bo domyślam się, że coś musiało?
    Odniosłam też wrażenie jakby... uwaga, będzie problem z imionami, więc niech zostanie przywódcą. Odniosłam więc wrażenie jakby przywódca siedział Kimiko w głowie. Przedstawił jej się dopiero jak już była w klasztorze, a to znaczy, że jakoś dokonał tego na odległość, a wzmianki o telefonie nie było.
    Mam zastrzeżenie do narratora, ale nie z tego rozdziału. Gdzieś pojawiło się słowo sprintem. Nie jestem pewna czy ono obowiązywało w czasach w jakich akcja się toczy, aczkolwiek pewności nie mam. Było takich nowocześniejszych słów kilka.
    Podobał mi się za to opis tego jak na Kimiko działa ten nowy nieznajomy przywódca. Cały rozdział to był właściwie opis jej chcicy i podniecenia. Krew nie woda, jak mawiają xD
    Po raz kolejny też wyszło, że jest ona zacofana... bo pomylenie seksu z walką zdarza się, ale dzieciom, gdy przypadkowo się obudzą i nakryją rodziców. Ona jest jednak już dorosła, miała wyjść za mąż, a o życiu intymnym nie wie właściwie nic. Ciekawe czy w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, że ma okres, a jej koledzy mnisi czegoś takiego nie mają xD

    Pozdrawiam
    takamilosc.blogspot.com

    Po resztę wpadnę jutro albo jeszcze dzisiaj przed snem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz komciać co rozdział. ;D

      Może Cię to ucieszy, bo planuję, żeby z czasem rozdziały kręciły się wokół kultury Zachodu, tego, jak Chiny się zmieniają. Nie będzie to jakaś drastyczna zmiana, ale chce choć trochę pokazać, jak Chiny przyjęły zmiany na przełomie lat 20 i 30 :D

      Ona nie jest smokiem w sensie dosłownym. Nazywam ją tak w przenośnym znaczeniu. "Smokami" nazywano w bajce mnichów-wojowników, czyli ludzi, którzy zdobyli panowanie nad żywiołami.
      Wraz z przemianami społeczno-technologicznymi ginie wiara w zabobony. Ja to sobie wykorzystałam w taki sposób: idzie kultura Zachodu = istoty mitologiczne odchodzą w niepamięć, nikt nie składa im ofiar itp. Podobna sytuacja zdarzyła się w Europie czy Egipcie. Kto dziś bierze na poważnie Zeusów i Ozyrysów? Aspekt religijny w tym fiku będzie wyglądał podobnie.
      Jeszcze raz zerknę na rozdziały w poszukiwaniu takich wyrażeń. Czasem może mi się zdarzyć dać współczesne słówko, choć staram się bardzo, by słownictwo oddawało ducha innego kraju i innej epoki... Czasem aż się prosi dać jakąś fajną, współcześnie brzmiąca metaforę, ale nie wolno tak. xD Okropny ból.
      Przedstawił się jeszcze w lesie, a myśli Kimiko wspomniały ten moment. Wreszcie poznała imię przystojniaka, taką chwilę trzeba odtwarzać. ;D

      Hahhaha, ucieszy Cię pewnie, że będzie więcej wpływów nieznajomego i ich rozmów. Dużo, dużo więcej. Teraz zaczyna się najfajniejsza część opka. xd
      Niestety, jak się żyje w miejscu, gdzie nie ma internetu, telewizji ani osób, od których można by się dowiedzieć wielu rzeczy... tak bywa. Na tym mi zależało. Aby Kimiko wychowywała się w takim środowisku. Jeszcze 100/150 lat temu wielu kobietom chwile przed ślubem mówiono, że mają "przykre obowiązki w stosunku do męża". :c

      One nie jest uświadomiona w okresie, nigdy go nie dostała, choć już dawno powinna. Przez posty, brak mięsa. <3

      Usuń
  5. "– Oni nie walczą – zaprzeczył szybko, widocznie zirytowany.
    Pytanie Kimiko samoistnie wyślizgnęło się z ust:
    – To co robią?
    – Ruchają się nędzne pchlarze, znowu."

    Strasznie mnie to rozśmieszyło. Mogłabym napisać "nie wiem, dlaczego", ale w sumie... to było zabawne haha.
    Jestem w stanie zrozumieć jej taką a nie inną reakcję. Pewne rzeczy przychodzą nam instynktownie i pewnie gdyby akt dotyczył niej samej, szybko by załapała temat haha. No ale jeśli chodzi o same rozpoznanie, znajomość techniki itd. to skąd miałaby to wszystko wiedzieć :D Zresztą jej reakcja tutaj jest taka swojska - "aha".

    Co do samego rozdziału to oczywiście ciekawy, ale ten Chase mnie przeraża (fajnie poznać jego imię haha). Bo kiedy mówi o tej zabawie, to czuję się tak, jakby na moich oczach częstował dzieci zatrutymi cukierkami albo zapraszał ich do piwnicy na oglądanie małych kotków.
    Z jednej strony widzę, że ma jakieś zasady co do własnego postępowania. W gruncie rzeczy mógł ją przecież od razu zabić, a jednak tego nie zrobił. Ale jakby się przyjrzeć, to Kimiko to takie dziecko we mgle. Nie głupie dziecko, ale wciąż dziecko.
    Z tego też powodu nie rozumiem działania takich zakonów. Bo trudno nazwać decyzje Kimiko świadomymi wyborami, skoro ona żyje w świecie ułudy. Dopóki jest zamknięta w klasztorze, to może w to wszystko wierzyć, ale kiedy nagle zderzy się z rzeczywistością... no to będzie mocno bolało. Widać to chociażby w tym podejściu do fizyczności - teoretycznie coś jest złe, ale nie wiadomo co dokładnie jest złe, dlaczego jest złe i czy kiedykolwiek przestaje być złe.
    Dlatego rozumiem też, dlaczego ją tak do tego gościa ciągnie :D

    Z jednej strony oczywiście życzę im "żyli długo i szczęśliwie", bo czuję napięcie, a zazwyczaj jak czuję to mam ochotę powiedzieć autorowi "Daj im już święty spokój, niech idą dzieci robić i sadzić kapustę na jakimś oddalonym od wszystkiego polu." Jednak wiem, że ten Chase jest zły (najprostsze słowo, polecam) i albo jakaś wielka siła to odmieni albo będą latały flaki.

    Chyba tyle bełkotu :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń